Ubieranie w opiece

Ubrać podopiecznego rano po myciu, to czasami niezły wyczyn. Nie dość, że delikwent często się opiera i grymasi, to jakoś trzeba dać radę i się nie poddawać. A jeśli jeszcze nieźle waży, to często mamy serdecznie dosyć. No ale jak trzeba, to trzeba, przynajmniej albo sami się uczymy technik, albo pomagają nam pielęgniarki, dając rady. Nie zawsze przecież wyjeżdżamy i od razu wszystko wiemy. Musimy powoli się uczyć i nabierać wprawy. Najgorszy jest taki pierwszy wyjazd i wtedy się zaczyna nauka…. Potem jakoś już mamy wprawę i powolutku nabieramy rozpędu w pracy. Mnie się udało jakimś cudem i teraz chyba do przodu!

Podopieczni a warzywa

Często gęsto nasi chorzy chcą jadać jakieś gotowce z marketu. No nie, my też chcemy i musimy coś jeść, by mieć siły do pracy. Niektórzy chorzy wolą tę sztuczną żywność, ale my z domu jesteśmy nauczeni jedzenia nieprzetworzonego tylko takiego, jak uczyły nas babcie nasze i mamy. No w Niemczech nie zawsze to dobrze wygląda. Ja jakoś próbowałam wprowadzić warzywa ze względu na witaminy i inne rzeczy i tak jakoś miałam szczęście, że udało mi się chorego przekabacić na swoją stronę. Jak to się udawało, to do dzisiaj nie wiem, bo na początku męczarnia, a potem rodzina chciała przepisy, bo chory łapnął bakcyla i apetyt. Oni zresztą też…

Gry i zabawy

Niekiedy, będąc opiekunami lub opiekunkami stykamy się z rodzinną tradycją grania w różne gry i zabawy. Fajnie pracować, poprzez zabawy robić w zasadzie rehabilitację, bo wspomaga kondycję fizyczną chorego, albo grać w gry umysłowe typu szachy, karty, domino, czy jeszcze jakieś inne, np. w kości. Jest to swoista integracja z ludźmi, a w skrócie mówiąc z naszymi podopiecznymi. Mnie się to tylko raz zdarzyło, bo chory był po wylewie i akurat trzeba było mu pomóc na dwojaki sposób. Chodziliśmy  na początku po korytarzu, potem zamontowano tzw. „liftę”, czyli można go było przetransportować piętro niżej. Ale codzienne granie w „Chińczyka” dawało mi wiele wrażeń i wesołości.

Stare rzeczy

Jesteśmy opiekunami w Niemczech i spotykamy się z różnymi rzeczami na miejscu. Można trafić nawet na zabytkowe rzeczy, które nie są już potrzebne choremu i chcą nam to podarować. Za każdym razem jednak trzeba spisać umowę i tu pojawia się problem znajomości języka. Warto w tym momencie zrobić akt darowizny przy świadku lub adwokacie o ile chory jest poczytalny, a my dobrze pracowaliśmy. Ja tak myślę, że żaden Niemiec jakoś nie rzuci się na jakiś wielki prezent. Ot po prostu chce nam się odwdźwięczyć za pracę i dają nam jakiś drobiazg. Należy wtedy zwrócić szczególną uwagę i uważać, by rodzina nas nie podałą na policję.

Prywatność i spokój

Wiadomo, że w pracy jako opiekunka musimy także mieć jakąś przerwę czy mieć te dwie godziny w ciągu dnia dla siebie, ale nie pozwólmy sobie na przeszukiwanie swojego pokoju, w którym mieszkamy przez rodzinę. Jest to stresujące i deprymujące dla nas. No jakąś prywatność musimy mieć, a nie przeglądanie naszych rzeczy, jakbyśmy kradli na zawołanie. Przecież wszystko leży na wierzchu i można wykonać taką „kontrolę”, jeśli rodzina uważa to za stosowne i konieczne. Zawsze wtedy możemy zadzwonić na policję, albo po prostu się wynieść i nie wracać więcej. Nawet jakby była sprawa w sądzie, to najlepiej nagrać to na komórkę już za pierwszym podejściem i mieć dowód.

Mechanika i Stella

Pracując jako opiekunka spotykam się często z pracami domowymi, które wymagają innych rzeczy, a nie tylko włączenie pralki, czy suszarki, albo sprzątanie, bądź gotowanie. No wiadomo, że trzeba wymienić żarówkę. No to akurat łatwe. Gorzej jak przychodzi do naprawy sprzętu domowego. Kiedyś przestał mi pracować odkurzacz. Okazało się, że kabel nie stykał. Widocznie zmienniczka za bardzo naciągała przy odkurzaniu i się prawie że urwał. Mężczyzny w pobliżu zero i musiałam sama zajrzeć do środka. Na szczęście poradziłam sobie, naprawiłam przy podopiecznym, wyczyściłam go całego przy okazji i się udało! Moje zadowolenie było wtedy piękne, a mój choruszek wielce zadowolony z takiego pracownika.

Amciu i podopieczni

Jeść trzeba, żeby żyć, ale niektórzy żyją po to, by jeść. Są podopieczni, którzy kochają to i wymyślają sobie knajpki do odwiedzin. Tutaj na kawę i ciasteczko, tam z kolei na obiad + deser itp. Jeżeli idziemy razem na taką wyżerkę, to warto korzystać i uczyć się nowych smaków. Ja czasami korzystałam z obcych knajpek, jak miałam pauzę i szłam sobie np. do tureckiej, czy wietnamskiej, albo chińskiej, czy marokańskiej. Lecz najlepiej iść z kimś i wtedy dopiero jest fajnie. Poznałam różne jedzonka, ale najbardziej chyba polubiłam marokańską. Pamiętam, jak ją znalazłam i poprosiłam „babcię”, by tam pójść. Ona chętnie. I tak zaczęły się nasze spacery kulinarne…

Opieka i szkoła

Szkolenia czasami mamy jeśli musimy wyjechać do pracy, jako opiekuni na Stellę. Nie jest to łatwe, ale pierwsze koty za płoty. Jeśli nigdy nie pracowaliśmy w tym fachu, to najczęściej firma organizuje nam szkolenia i możemy się czegoś dla nas ciekawego dowiedzieć. Potem już jesteśmy zostawieni samemu sobie i musimy także sami sobie radzić. Jesteśmy wystraszeni, a czasem nieźle przerażeni. Wtedy dzwonimy co chwilę do firmy i pytamy się, jak postępować w konkretnych przypadkach i niestety musimy się uczyć cały czas. Jest nam wtedy ciężko, a w dodatku rozstanie z rodziną, czy nawet tęsknota za własnymi dziećmi. Nie jest łatwo wyruszyć w taką podróż.

Gimnastyka i opieka

W opiece musimy mieć dobrą formę do pracy. I tu zaczyna  być temat gimnastyki. Wiadomo, że mamy być nawet i w nocy czynni, więc należy to jakoś rozwiązać i ćwiczyć codziennie, bo i dla nas będzie to dobre i dla ludzi, którymi się opiekujemy. Także musimy się uczyć gimnastyki lub rehabilitacji naszych podopiecznych. To także dobre doświadczenie, bo to jest jedyna okazja do nauki i pomocy sobie samemu w zawodzie. No przynajmniej ja tak myślę i uważam, że naprawdę warto się uczyć, ponieważ nam w rodzinie też trzeba będzie pomóc i my będziemy tymi mądrzejszymi, którzy mają najlepszą praktykę i wiemy, co robić…

Rynny i opieka

Żeby było śmieszniej, to w sumie jest to dobry układ. Nikt nigdy się nie zastanowił, by połączyć te dwie rzeczy na raz. Przynajmniej ja się z tym spotkałam, ale zupełnie przypadkowo. Tak sobie szłam z zakupów i obserwowałam domy w mieście na mojej Stelli i wtedy przyszło mi do głowy, że w zasadzie można porównać pewne rzeczy, ale trzeba wiedzieć dlaczego? Bo co ma piernik do wiatraka? No ale rynna, to takie miejsce, gdzie woda płynie w niej w trakcie deszczu i potem wylatuje przez tzw. rzygacz. I wtedy pomyślałam, że z nami też może się tak dziać. Napływamy deszczem, a potem musimy szybko spływać…