Góry

Przeważnie chcemy jechać w góry na narty. Wtedy szykujemy się w kurtki, buty, jakieś termosy i wyruszamy w drogę. Na miejscu jeden opiekuje się drugim i ważne jest to, że jesteśmy razem i sobie radzimy, bo pogoda lubi być chwiejna. Raz jest zadymka, a potem lubi być ładnie i pogoda nam dopisuje. Czyli na narty czas i można poszaleć. Czasami szkoda, że pogoda zmienia się diametralnie i musimy nieźle uważać. Ale w sumie warto jechać, by być z partnerem razem i to właśnie z nim spędzić czas. Też możemy zdobywać góry jadąc jako opiekunka, czy opiekun. Ważne chyba jest to, by zdobyć szczyt i wygrać. To chyba jest dobre wytłumaczenie.

Kwiateczki

Wiemy, że kwiaty w domu potrzebują też opieki, a także chory. One czasami też chorują i trzeba się tym także zająć. Jednak podstawą jest chory podopieczny i to jest podstawa. Potem można w chwili wolnej zająć się kwiatami na parapecie. Podlewać je, nawozić i potem spokojnie patrzeć, jak się rozwijają. One, jak ludzie: muszą jeść, pić i w sumie żyć. Do nas należy obowiązek niepisany, by o nie dbać. Ja akurat mam możliwość i robię to, bo lubię te stworzątka. Za każdym razem, jak je oglądam, to cieszę się, że pomimo pracy przy chorym, dbam także o te stworzątka w doniczkach. Lubię to i bardzo mi się to podoba. Aaa niech tam też się trzymają w porządku.

Dieta

U kobiet jest tak, że pomimo tego, wiecznie się odchudzają. Ja zawsze sama siebie pytam: czy one powariowały doszczętnie? Jak można się wiecznie odchudzać, jak się wygląda bardzo szczupło? Niech się przyjrzą kobietom, które są „przy kości”. Co one mają zrobić, jeśli całe życie są kobietami genetycznie uwarunkowane, jako te puszyste. W Niemczech też jakoś dieta jest różna. Miałam porównanie, bo raz trafiłam na podopieczną, która uwielbiała surówki i sałatki pod wszelką postacią. Wtedy jadłyśmy „zielone” jak zwariowane, bo ja też lubię bardzo. Ale raz byłam u podopiecznej, co nie znosiła surówek, tylko warzywa gotowane do obiadu i jak tu coś ugotować? A mnie się chciało sałaty lub innych warzywek. Zdarza się…

Ludzie

No fakt, ludzie są różni, kwadratowi i podłużni, jak ja to mówią. Ale tak patrząc na stare powiedzenie, to Ludzi się dzieli na Ludzi i parapety. Starsi siedzą w oknie i obserwują innych, dzieląc się wszelkimi potem plotkami z obserwacji. Też zauważyłam to także w Niemczech pracując jako opiekunka ludzi starszych. Zazwyczaj niby nie siedzą w oknach, ale swoje mają do siebie i tak nas śledzą chociażby w ramach kontroli, bo tu jakaś Polka przyjechała i trzeba ją sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. Czasami się czułam, jakbym była obserwowana przez Stasi. Może dlatego że pozostałości powojenne robią swoje i jesteśmy na to skazani.

Młodzież przy opiece

No fajnie, dostaliśmy pracę jako opiekuni w Niemczech i jest cacy. Tylko nie wiemy, co nas spotka..  Czyli jedziemy, poznajemy naocznie rodzinę, starszą osobę, którą będziemy się zajmować, ale także młodych ludzi o ile wszyscy mieszkają razem. Jesteśmy trochę przerażeni, ale musimy pamiętać, żeby na samym początku dokładnie zapewnić, że chcemy dobrze i nie mają nas się bać, bo w końcu to nie ich sprawa, jak będziemy pracować, ale to, że będziemy się starać jak najlepiej to zrobić. Wszelkie uwagi dotyczące naszej opieki musimy ustalić. Gorzej jeśli są młodzi w domu i myślą, że przyjechał(a) ktoś ze służby i starają się nas wykorzystać…

Opiekunki potrzebne na Święta

Na Święta Bożego Narodzenia zawsze potrzebne są opiekunki. Firmy szukają i często nie znajdują. Dlaczego tak się dzieje. Większość tych stałych opiekunek, które są cały czas w Niemczech robi sobie na czas Świąt przerwę i dopiero wraca do pracy po Nowym Roku. Co mają robić firmy, które mają wiele seniorów w Niemczech, sięgają po głębokie rezerwy i poszukują czasami przypadkowe osoby, nawet te, które opanowały język niemiecki w niewielkim stopniu. Wiedząc o tym, można zawsze zgłosić swój akces, wysłać CV, może uda nam się wyjechać na zastępstwo, nawet na te kilkanaście dni. Mając już jakieś doświadczenie, będzie nam o wiele prościej poszukać w przyszłości pracę w opiece w Niemczech.  Może to jest Wasza szansa, na zdobycie dobrze płatnej pracy. Zastanówcie się, może warto zaryzykować?

Goście goście

Niekiedy jak mam usłyszeć, że będę mieć gości, to mnie krew zalewa. Nie dlatego, że nie lubię, ale powoli jestem przyzwyczajona, że należy powiadomić troszkę wcześniej, chociaż 1 dzień, a nie godzinę przed. No przecież ja też mam jakieś plany na niedzielę. Przecież teraz jest epoka komórek, czy smartfonów i można spokojnie zawiadomić, zapytać, czy nie mamy planów? W Niemczech nawet rodzina dzwoni i pyta się, o której mogą przyjść do chorego rodzica, by nie przeszkadzać w pauzie. Jest to nawet ciekawe, bo przecież oni zawsze mają otwarty wstęp i wcale nie muszą się pytać, tylko po prostu przyjść. Ja zawsze mam ciasto i kawę, więc jest OK, ale to miłe z ich strony.

Ubieranie w opiece

Ubrać podopiecznego rano po myciu, to czasami niezły wyczyn. Nie dość, że delikwent często się opiera i grymasi, to jakoś trzeba dać radę i się nie poddawać. A jeśli jeszcze nieźle waży, to często mamy serdecznie dosyć. No ale jak trzeba, to trzeba, przynajmniej albo sami się uczymy technik, albo pomagają nam pielęgniarki, dając rady. Nie zawsze przecież wyjeżdżamy i od razu wszystko wiemy. Musimy powoli się uczyć i nabierać wprawy. Najgorszy jest taki pierwszy wyjazd i wtedy się zaczyna nauka…. Potem jakoś już mamy wprawę i powolutku nabieramy rozpędu w pracy. Mnie się udało jakimś cudem i teraz chyba do przodu!

Podopieczni a warzywa

Często gęsto nasi chorzy chcą jadać jakieś gotowce z marketu. No nie, my też chcemy i musimy coś jeść, by mieć siły do pracy. Niektórzy chorzy wolą tę sztuczną żywność, ale my z domu jesteśmy nauczeni jedzenia nieprzetworzonego tylko takiego, jak uczyły nas babcie nasze i mamy. No w Niemczech nie zawsze to dobrze wygląda. Ja jakoś próbowałam wprowadzić warzywa ze względu na witaminy i inne rzeczy i tak jakoś miałam szczęście, że udało mi się chorego przekabacić na swoją stronę. Jak to się udawało, to do dzisiaj nie wiem, bo na początku męczarnia, a potem rodzina chciała przepisy, bo chory łapnął bakcyla i apetyt. Oni zresztą też…

Gry i zabawy

Niekiedy, będąc opiekunami lub opiekunkami stykamy się z rodzinną tradycją grania w różne gry i zabawy. Fajnie pracować, poprzez zabawy robić w zasadzie rehabilitację, bo wspomaga kondycję fizyczną chorego, albo grać w gry umysłowe typu szachy, karty, domino, czy jeszcze jakieś inne, np. w kości. Jest to swoista integracja z ludźmi, a w skrócie mówiąc z naszymi podopiecznymi. Mnie się to tylko raz zdarzyło, bo chory był po wylewie i akurat trzeba było mu pomóc na dwojaki sposób. Chodziliśmy  na początku po korytarzu, potem zamontowano tzw. „liftę”, czyli można go było przetransportować piętro niżej. Ale codzienne granie w „Chińczyka” dawało mi wiele wrażeń i wesołości.