Co na obiad?

I tutaj jest problem, bo trzeba się nawet dostosować do diety podopiecznego i niestety nie będziemy robić dwóch innych obiadków, jak musimy dostosować się do sytuacji panującej w rodzinie, gdzie opiekujemy się chorym. Jest to niestety problem i należy się zapoznać z rytmem dnia i porządkiem dnia. Każdy jednak musi jeść i należy wykonać śniadanie, obiad i kolację. Szczególnie o określonej porze zlecanej przez lekarza i kogoś z opieki. Bywa ciężko, ale chyba lepiej poznać, jak to jest i skłonić się do wykonania zadania. Nie jest to łatwe, ale myślę, że chyba warto pomóc ludziom, którzy potrzebują opieki. No i co na obiad w związku z tym?

Daj słodkości

Każdy lubi słodkości, jakieś ciasto, pralinkę, cukierka, czy nawet soczek. Kiedy byłam opiekunką miałam cukrzyka. Ile ja się namęczyłam z opieką, to było wariactwo. Dobrze, że miałam dostęp chociaż do internetu, to się trochę podszkoliłam i mogłam popatrzyć na tabele z cukrami i policzyć wszystko do jedzenia. Stawiłam na warzywa i był to strzał w dziesiątkę. Dodawałam do słodkości cynamon, bo też obniża cukier, ale te warzywka były najlepsze. Nawet dostałam pochwałę od pielęgniarki. Fajne to jest, jak cię doceniają i pomagają. Fajna to sprawa i dodaje trochę innej słodkości dla kogoś, kto nie tylko pracuje, ale stara się żyć życiem innych…

I co opiekunko?

Często nasi podopieczni są zrzędliwi i nieuprzejmi, a w zasadzie nawet opryskliwi. I masz babo placek. Jak się wtedy zachować? Każda opiekunka na ten temat ma swoje odrębne zdanie. Jedna pokornie wytrzymuje taką sytuację, zaś druga robi zmasowany atak wroga i udowadnia rodzinie, że niech sobie sami pracują, jak nie są zadowoleni z naszej pracy. No i faktycznie, co opiekunko masz zrobić? Jak wybrnąć z tej sytuacji? Jeżeli jest taka możliwość, to w dobie smartfonów można nagrać taką rozmowę i odtworzyć rodzinie. Przecież widzą, że pracujemy dobrze i znają charakter podopiecznego, czy podopiecznej. Jest to na pewno dowód, że jesteśmy w porządku i nie można nam nic zarzucić.

Baby, ach te….

Piosenka z lat przedwojennych. Do dzisiaj ją pamiętam, bo śpiewał ją Eugeniusz Bodo. A pamiętam to z dzieciństwa, bo był program „W starym kinie”. Prowadzący był super, ale już nie pamiętam, jak się nazywał. Muszę jednak wspomnieć, że był fanatykiem takich dzieł i to właśnie on doprowadził, że Filmoteka Polska zajęła się odnawianiem starych filmów. No taka opieka i desperacja wtedy musiała go nieźle kosztować. Oooooo! Przypomniało mi się, to był Stanisław Janicki w ciemnych okularach. Czasami oglądałam także stare filmy w Niemczech z ciekawym scenariuszem. Wiadomo, biegle nie mówię po niemiecku, ale sporadycznie uczyłam się dialektu z Bayernu. Opłacało się.

Wiosna panie….

Nie wiem, czy pamiętacie taki film: „Wiosna panie sierżancie”, kiedy sierżant milicji opiekował się całym miasteczkiem i ludźmi tam mieszkającymi. Jednocześnie był zakochany, tylko nieśmiały. Tak się czasami zdarza, kiedy wyjeżdżamy do Niemiec, do opieki i trafiamy na kogoś specjalnego. Wiadomo, że się zakochujemy być może, albo się na chwilkę zadurzymy. Nic to, nie ma znaczenia, ale możemy się wiele nauczyć, poznać teren, czy pozwiedzać trochę. Są w końcu nasze przyjemności i relaks przez te parę chwil w opiece. Spacer z kimś, kogo lubimy i możemy miło spędzić czas. To jest fajne i bardzo miłe dla obojga, co nie?

Dzień Kobiet

„Dzień Kobiet, Dzień Kobiet, niech każdy się dowie…” – każdy chyba zna tę piosenkę. Jutro chyba każda kobietka dostanie swojego tulipana. Ciekawa jestem jak to jest w Niemczech, gdzie jedziemy do opieki nad starszymi ludźmi. Ja jakoś tego nie doświadczyłam, więc to chyba u nas w Polsce jest to tylko doceniane. A szkoda, bo przydało by się także za granicą. W końcu z wiosną nadzieje rosną i chcemy być doceniane chociaż ten jeden dzień w roku. Wiadomo, są Święta jedne i drugie, Walentynki, ale to akurat chyba jest wyjątkowe. Nasi podopieczni – panowie czasami okazują nam szacunek tak bez okazji i to warto cenić. Chociaż ten ich sympatyczny uśmiech.

Pączki bez pieczenia

Na pewno na YT zobaczycie różne przepisy i choć karnawał minął, to jednak raz na jakiś czas warto w opiece zrobić takie z marmoladą. Na pewno to będzie to miłym akcentem popołudnia przy kawie z podopiecznym. Takie pączki są dobrą alternatywą i nie są takie tłuste. Tylko posypać cukrem pudrem i mamy zapas słodkości i dla naszego podopiecznego i nawet dla jego rodziny. Często mamy możliwość podzielenia się z sąsiadami i zapytać, czy dobrze to wyszło i prosić o osobistą ocenę, taką rzetelną. Jeżeli takie inne coś smakuje domownikom, to chyba nie będzie szkodzić innym. Ja tak robię na Stelli, bo chcę mieć jak w domu. Tak swojsko.

Serce nie sługa

No właśnie. Jedziemy niby do opieki nad chorym, czy chorą, ale zaczynamy się przyzwyczajać do chorego, czy chorej i zaczynamy ich lubić, a nawet można ich pokochać jak własnych dziadków i wtedy jest super! Oni dla nas są w zasadzie zrobić dużo, ale nie o to chodzi. Jeżeli tacy dobrzy ludzie leżąc mogą z nami rozmawiać, rodzina jest także przyjazna, to czego oczekiwać? Takich chorych to naprawdę warto się opiekować i dać coś więcej od siebie. Ja miałam taką możliwość i powiem, że nie było problemu dla mnie wstawać w nocy i pomóc wstać na „siusiu” czy posmarować nogi maścią przeciwbólową. Szanujmy takich „aniołków”!

Taniec i opieka

Czasami musimy w pracy tańczyć, ale to do końca nie jest zupełną prawdą. Żeby nasz podopieczny wstał rano z łóżka musimy pomóc, lecz dobrą alternatywą jest „tango”. to takie pseudo i wtedy podnosimy delikwenta i kiwamy się na boki, by siadł na wózek inwalidzki. Ale zdarzają się tacy podopieczni, którzy naprawdę z nami tańczą i bawimy się oboje nawet w kuchni przy gotowaniu obiadu. Radio musi grać na konkretnej stacji i wtedy jest wesoło. Miałam taką możliwość i skorzystałam z tego szybko. Po śniadaniu zawsze potańcówka i muszę powiedzieć, że niby chory, ale prowadził w tańcu super. Cośmy nawywijali przez to pląsanie, to nasze. Szkoda, że go już nie ma. Brakuje mi go.

Zwierzyniec i my

No składa się nam nie raz, że oprócz podopiecznego mamy jeszcze jakiegoś pieska, czy kotka, a nawet parę sztuk zwierzaków. Na pewno pan Sumiński miałby nam coś do powiedzenia. Są to dodatkowe zadania, gdzie w zasadzie nawet nie powinniśmy pod tym względem pracować, ponieważ nie mamy tego w umowie. Ale zwierzak jest zwierzakiem, też chce jeść, pić i jakoś przeżyć. No to wtedy opiekujemy się raczej minimum dwiema osobami albo i więcej. Trzeba się nieźle uwijać, by wszystko było na godzinę, i u podopiecznego i u zwierzaków. Do tego przecież musimy także robić zakupy (czasami „z buta” ) we własnym zakresie i baczenie na wszystko.